Wpisy z tagiem: plac zabaw
środa, 20 lipca 2011
plum plum zabka dala dzis nura w staw....:) kino domowe
pogoda niestety nas nie rozpieszcza dalej ale my sie nie poddajemy...:) dzis mlodzi odziali kaloszki i matka rowniez i ruszylismy na podworko...zabralam mlodych na przechadzke po dziale by poszli do duzego psa... ale po drodze mlodzi wpadli na kaluze...ohh co za radosc byla dy mogli poskakac pochlapac... piszczeli niesamowicie i smiali sie do bolu... oczywiscie cali byli w blotku...:) pozniej wrocilismy przed dom na plac zabaw i tam na piaskownicy moj malz polozyl taki baner by kot nie robil do piasku... na banerze po nocnej ulewie zebrala sie woda... i tu kolejna radosc mlodych bo mogli sobie pochlapac... wszytsko mam na fotkach uwiecznione oraz na filmiku hehe... cale bloto mlodej z buzi zeslzo jak pluskali sie hehe...:) po skonczonej zabawie trzeba bylo isc do domu by szybko sie przebrac w suche ubrania... gdy zdejmowalam imskarpetki to woda ciurkiem plynela... musialam wszytko lacznie ze skarpetkami z kaloszy wywiesic na dworzu by obcieklo...:) ale ich radosc nie do opisania... wytarlam ich i wysuszylam by zalozyc nowe ciuszki... po chwilli mlodzi stwierdzili ze ida "aaaa" czyli spac... mloda wziela swoja lalke z ktora spi i poszli do lozek... zasneli a ja w tym czasie gniotlam im kopytka...hehehe...:) gdy sie obudzili zaczelismy sie bawic samochodami... wyjelam ich kochane resoraki traktorki inne samochody i przyczepy oraz ludkow i zbudowalismy tor przeszkod dla autek hehe... wieczorem zrobilam mlodym niespodzianke zrobilam popcorn z maselkiem wlaczylam im kubusia i hefalumpy nalozylam w miseczki przekaske obok dalam wode i zrobilam im kino... ale skupieni siedzili i luchali i zajadali popcorn... w miedzy czaie popijali wode... nagle niestety nasz seanszostal przerwany gdyz wylaczyli prad z powodu burzy.... dawaj zapalilam swieczki dalam im latarki i zabawa z latarkami jakos zabila im te godz... mialam ich wykapac po deszczowo-blotnych ceregielach ale z braku pradu nasza studnia nie dzialala i mlodzi poszli brudni spac... zasneli w 5 minut... a chwile zaraz wlaczyli prad ale nie mialam sumienia ich juz budzic do kapania wiec rano ich wykapie...:) jutro juz ulozylam sobie plan ze moze bajke dokonczymy ogladac i jak da rade wyjsc na dwor... wiecie ze nawet jak mokro to zjezdzalnie rulezz... oni sa niesamowici...:) w sierpniu ruszamy do zoo... malz juz sie zgodzil teraz musze z chrzstnym sie umowic mlodego jednego i jazda... to bedzie dluga podroz dla nich bo 250 km od nas ale damy rade jakos... a teraz pora ogarnac chalupke po calym dniu zabaw... by malz jak wroci nie przejechal sie na samochodzie jakims hehehe...:):)
wtorek, 19 lipca 2011
tytul niepotrzebny
nie pisze moze czesto ale czytam was uwaznie.. mlodzi wymyslaja coraz to nowe zabawy... a od soboty gdy tatus zamontowal im zjezdzalnie to juz wogole maja raj na ziemi... w sobote bylismy u mojej siorki na obiedzie... zrobilysmy ciasto i wyszlo super... siorka zrobila obiad... maluchy wariowaly i szalaly po calym mieszkanku heheh... a jak dawalam im serki to mala patrzyla na mlodych co oni tak jedza i slinila sie do nas hehe to jej dalam serka polizac.. ahhh jakie to pycha bylo...:):) pozniej pojechalismy do znajomych gdzie mlodzi spali az 3 godz... malz pomogl koledze przewiesc szafe i jak wrocili o zjedlismy i jeszcze na zakuy ruszylismy... a pozniej do domu...
w niedziele zas ci sami znajomi wpadli do nas i zrobilismy grilla... byl tez drugi kumpel mojego malza... mlodziez poszla na drzemke ale jak wstali to obie jak latalysmy przy nich to sie nam goraco zrobilo... latali do 20 po dorku a pozniej ich wykapalysmy i nakarmilysmy a padli szybko...:):) a my moglismy jeszcze posiedziec i powspominac stare dobre czasu sprzed dzieci i malzenstw hehehe...:):) wczoraj juz niestety skazani bylismy na siedzenie w domu bo padalo wiec byla kolejna proba dania mlodym kredek... i tym razem juz skuteczna bo rysowali... zalozylam im teczki z pracami i teraz bede zbierac prace heh...:) a tak ogolem sa niesamowici bo zalapali w try mig jak sie zjezdza tylko mlody dzis mi spadl z drabinki ale na szczescie nic mu sie nie stalo...on jest taki strus pedziwiatr i niestety chcialby za szybko a jest bardzo ambitny to juz wogole pomoc sobie nie da... ale juz kazde spadlo z tej drabinki wiec nie przeraza ich to...ja tlyko stoje na dole i pelnie funkcje lapacza...:) moi tesciowie w gorach buszuja... kupili mi i dziciakom takie cieplutkie kamizelki na zime( malz juz ma taka) wiec fajnie...my za rok ruszmy ale na mazury lub morze...:) za tydz malzowi zdejmuja juz gips i bardzo sie ciesze bo na pocztaku sierpnia chcialabym jechac do malza brata ciotecznego i jego zonki.. bo jeszcze u nich nie bylismy odkad sie przeprowadzili..:) a ogolem mlodzi dokazuja a ja nie mam czasu by sie podrapac bo tacy aktywni sie stali... chociaz musze ich pochwalic po cichu ze znowu maja 2 drzemki w ciagu dnia... wiec moge pranie zrobic lub odgrzac i ugotowac obiad hehe...:) a teraz ide bo wlasnie czekam na mame ktora ma mi mieso przywiesc wiec roboty troche bede miala...
piątek, 15 lipca 2011
jakos tam leci...
zaczne od tego ze mazl szanowny wrocil do pracy...jezdzi z tym gipsem w te upaly do roboty... dobrze ze ta reka operuje myszka a druga moze pisac...:):) ale ja odetchnelam... kocham go ale jak za dlugo mamy siebie to sie malo nie pozabijamy..:) katka kochana dziekuje pieknie za pomysly na zabawy... takie to proste bo ja sie w nie bawilam a czlowiek zapomina przy dzieciach...:):) mlodzi uwielbiaja sie ze mna w balonika w pociag i w spiacego niedzwiedzia bawic... aaa no i kochaja skakac jak zaby a mloda robi przysiady ze mna hehe smieszny widok...:):) i tak nam cale dni mijaja... bo na dworzu za duszno lub leje...po deszczu mlodzi lubia wychodzic i biegac, przynosza wtedy mi kalosze i kaza sobie zakladac..:) mam niesamowity bo oni jak na baterie sa i lataja cale dnie i by chichrali i robili sobie ze mnie scianke wspinaczkowa...:)i wogole sie rogadali... ostatnio do kota mlody krzyczal" chodz tu" hehe... a wczoraj mi zabke i golebia pokazywal i mowil "golab" i "yba" (jak mama rrr nie mowila do 13 lat tak i on rr nie mowi) dzis byla u mnie mama to sie z wnusiami wybawila dala im rogaliki z marmolada a oni zachwyceni... pozniej dala im kanapeczki z serkiem i pomogla wykapac..:) wesolo bylo... w niedziele mielismy chrzciny niuni... ojjj tu nie bylo takiego lajtu jak miesiac temu...niestety restauracja miala w srodku schody po ktorych mlodzi wchodzili i schodzili a my warowalismy by nie spadli.. i mloda wlasnie taki upadek zaliczyli i limo miala...;/ dzieci tu wogole nie bylo wiec nie mieli atrakcji... obok nas pozniej zjechali sie goscie po innym chrzcie i tam byly dzieci to mlodzi ich zaczpiali.. niestety tamtych osob dzieci tez biegaly po schodach... (jedyna atrakcja) gdyby nie padalo to byloby calkiem calkiem bo na dworzu byl fajny plac zabaw ale ze padalo to wszystkie dzieci i z naszej imprezy i z tej obok nie mieli zajecia...tylko schody.. moja chrzesnica za to slodko spala...hehe najbardziej podobalo mi sie gdy u tych drugich w wozku spala dziewczynka.. moj mlody podchodzil do niej kladl palec na usta i mowil "ciii" hehe a my w smiech.. kochany jest...pozniej kolezanka z nim biegala... dzis zamowilam malej slodki zielony komplecik, spodnie bluzka i kamizelka... z jabluszkami... w zielonym wyglada super... bo ma ciemniejsza karnacje i czarne wlosy... moja cora za to przeciwienstwo w czerwieni slicznie wyglada...:) i kubek dostanie od cioci..:) mlodzi dostali od nas teraz miseczki nowe i sa zachwyceni i jedzenie milej wychodzi... przyszla juz nasza zjezdzalnia wiec w sobote wpadnie do nas kolega mojego malza i ja zamontuja i mlodzi beda mogli szalec jz wogole...:):) a teraz zmykam bo musze sie spakowac... jutro ruszamy do mojej siorki i bedziemy ciasto robily a ona blendera ma ale miksera sie jeszcze nie dorobila...:) wiec ja musze pol domu zapakowac hehe...:):) trzymajcie sie w te burzowe dni... |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|