Wpisy z tagiem: Kulinarnie

piątek, 18 listopada 2011
dopielam swego..:)

jestem i zyje ale ledwo bo mlode niestety siedza teraz w domu i glupawka ich dopada.. teraz bardzo czesto z babcia zostaja wiec mam troche luzu..:) a babcia w koncu odczuwa ze ma wnuki..

mam ustalony termin egzaminu i dlatego rzadko bywam i pisze..testy za tydz mam jazde i tak... ostatnio latalismy z osobistym by nas( mnie i siorke) zapisac i na zakupy...

mlode sie powooooli rozgaduja... za chwile mamy wizyte w poradni wczesniaka i zobaczymy co nam powiedza...wiem ze w przypadkach mnogosci z mowa jest gorzej i dopiero jakies zmiany sa w wieku 2,5 roku no chyba ze dzieci maja lekka mowa i szybko lapia wyrazy... nasi dogaduja sie miedzy soba wiec reszta swiata im nie potrzebna...:) wiec musze jeszcze poczekac i moze cos w koncu drgnie..

dostalam od malza telefon... nie jestem fanka dotykowych ale w tym sie zakochalam bo swietny jest...:) ipoda sprzedaje bo doszlam do wniosku ze w domu mamy tyle gazdzetow ze komis moglabym otworzyc...:)

zbliza sie grudzien i malymi krokami swieta...i tu pojawia sie dylemat gdyz... wigilie of kors siedzimy w domu nigdzie indziej ale reszta zawsze byla w rozjazdach po rodzicach...do moich nie jedziemy bo maja chyba wyjechac do tesciow ja nie chce jechac z dziecmi bo jestesmy w klotni...wiem ze moj maz by chcial ale powiedzial ze nic na sile.. chociaz teraz jak jego mamusia dzwonila z pretensja ze na grobach nie bylismy i jak uslyszala ze bylismy to pytania a dlaczego do nas nie przyjechaliscie... za chwile telefon z tekstem" powiedz swojej zonie ze dopiela swego" no to moj osobisty na nia ze to on nie chcial jechac to ta znowu "to mozesz byc z siebie dumny" nie wiem co robic... czas pokaze..niedlugo malz ma urodziny wtedy znowu zadz i zobacze jak bedzie rozmowa przebiegala..:) a na prezent juz mam dla niego pomysl tlyko taki drozszy bo ma urodziny imieniny i gwiazdke w jednym miesiacu wiec powiedzial co chce i mu kupie by byl szczesliwy...:)

ogolem jest zimno na dworzu mlode nie lubia chyba zimy bo nawet ich na dwor nie ciagnie tlyko po szafkach mi buszuja... ostatnio mielismy zabawe na zasadzie zrob sobie sam... zrobilam ciasto na pizze im dalam ich nozyki i szynke i razem robilismy pizze...:) wiadomo taka domowa z warzywami jest zdrowa wiec moge ich zachecic do jedzenia warzyw...:)

mielismy pomysl na prezent ale babcia go nam zabrala i juz kupila wiec musze nadal szukac i juz chyba wiemy... rok temu dostali od dziadkow garaz jako wspolny prezent i reszta byla indywidualna wiec w tym roku moj maz wpadl na pomysl by im rozbudowac ten garaz w jakies miasteczko i kupimy dwa komplety ale dla mlodej mielsimy problem bo znalzelismy jakis zamek z figurkami... u nas ostatnio podzial ze chlopaki bawia sie razem i kotluja a mloda ma lalki i swoj swiat...:)

to by bylo tyle w skrocie co u nas...jezeli uda mi sie zdac prawko to bedzie najlepszy prezent na swieta dla mnie...a dla osobistego duze ulatwienie bo na zakupy juz sama pojade heheh...:)

ide robic testy przy herbatce...

niedziela, 09 października 2011
pierwsze wypieki..

pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza... jest zimno ponuro i nie chce sie tylka z domu ruszac... mlode wiec siedza w domu i rozrabiaja...dzieki bogu sie roznosci plastyczne i nie tylko...

robilismy ostatnio ludki z lisci i ciastoliny i juz prace wisza mi w kuchni hehe... mlode sa coraz chetniejsze robienia takich prac..

dzis z braku laku doszlam do wniosku ze mlode zrobia sobie podwieczorek... tak tak dobrze czytacie.. zrobilam im ciasto z seka maki maselka i odrobiny soli...zagniotlam podzielilam miedzy nich i uwaga zrobili mega ciacha... gnietli je walkowali pozniej ukladali rodzynki na ciasto...uwiecznilam to na fotkach.. alez to byla zabawa.. polozylam je na papierze do pieczenia posmarowalam mlekiem z jajkiem i siup do piekarnika... mlody wisial na piekarniku i ciagle bylo "am am"  hehe pozniej je wszamali zapili woda z sokiem z wisni i jazda trzeba sie bawic... zaczeli grac ze mna w pilke kazdy wzial swoja i mi rzucal hehe... pozniej byl plac manewrowy tzn pod stolikiem sie czolgali chodzili po walku( poducha taka) jak na rownowazni i smiechu bylo przy tym co nie miara... tancowali bawili sie w autobus... a najbardziej rozczulili mnie gdy wlaczylam im "cztery slonie" i wzieli sie wszyscy za raczki i mnie tez i w kolku tanczowali hehe... cudni sa.. twierdze ze 2 latek to nie tragedia..:)

wogole mamy sukces nocnikowy bo mloda wola juz siusiu i robi do nicnika jutro zdejmujemy pampka i chodzimy w majtkach hehe.. i drugi sukces ze mlody sie przelamal i juz kupe robi na nocniczek... a to trzecie mlode nie chce nocnik parzy w dupke...:) ale poczekam jeszcze...

mam ochote mlodym pokazac kasztany ale jak na zlosc cierpimy na ich brak... serio kazdy pisze o kasztaniakach a moi znaja je jedynie z ksiazek badz z bajki:(:( u nas nie ma ksztanow nigdzie...lipa...

jutro tesciowa ma urodziny... hmm malz bedzie dzwonil a ja nie wiem czy pisac czy nie... jutro zobacze jaki bede miec humor..:) ciekawe czy przyjazda za tydz na urodziny...

co do urodzin wylamalo nam sie troche osob w sensie ze przyjada ale pozniej... jedych znajmych corka byla w szpitalu to rozumiem ze mala musi sie wyleczyc drudzy znajomi przyda dzien wczesniej bo koleznka pracuje w niedziele ale reszta to juz nie rozumiem tej rodziny... dobrze ze nie jestem czlowiekiem ktory liczy na rodzine czy chrzestnych bo by moje dzieci ucierpialy bardzo...

koncze wis bo musze pranie wywiesic i na malza czekam bo za 2 godz bedzie w domu...milej nocki drogie Panie..:)

czwartek, 26 maja 2011
dzien matki

dzis dzien mamy... ja juz dostalam upominek... moje bable razem z tata obdarowaly mnie wisniami w likerze w opakowaniu serduszka...no i masa buziakow...:)

dzis dzwonilam do mojej mamy... jej prezent wczoraj przyszedl i jest piekny.. sama bym chciala cos takiego..:)

wiecie to juz drugi po ciazy taki moj dzien tylko ze w tym roku mlodzi juz bardziej kumaci i wiedza kim jest mama..:) w zeszlym roku to ich tata mi zyczenia za nich skladal hehe..

wszytskim mamom chcialabym zyczyc wszytskiego co najlepsze !!

wczoraj mnie tchnelo i zrobilam mlodym gofry na podwieczorek... byly mega pyszne tylko szkoda ze bez bitej smietany lub dzemu wisniowego..:) ale byl chociaz cukier puder... maluchom smakowalo ze chodzili i mowili am am..:) natomiast pozniej mi dali popis.. polozylam sie na chwile myslac ze ok mam wszytskie szafki drzwi i inne szafki pozabezpieczane i zawiazane wiec nic im sie nie stanie...i tu sie mylilam i to BARDZO.. po 15 minutach zadz malz i tylko to mnie obudzilo.. ide do kuchni a co tam zastaje.. cala gromada siedzi na podlodze wciaga surowy makaron ktory wysypali w ksztacie literek, z szuflad wyjeli wszystkie chochle lopatki i inne gazdzety do gotowania.. na podlodze lazly pokrywki od sloikow oraz stluczony kieliszek do jajka..:) ale mialam sprzatania no mowie wam... ale nie zezloscilam sie tylko powiedzialam ze tak nie wolno i z lekkim usmiechem wzielam sie za sprzatanie.. chcieli mi pomoc bo zaczeli pakowac makaron spowrotem do torebki...ehhh... psy wieczorem skorzystaly bo cala paczka dla nich byla...

dzis zamierzam wyjsc z nimi i tu obawa bo malz zasial nowa trwe a oni koniecznie w tym chca kopac... a jak ich odganiasz to leca jeszcze bardziej...

ostatnio malz wozil nam ziemie na dzialke a chlopaki za nim ze swoimi taczkami latali... moi 3 mezczyzni hehe..:) bo mloda ze mna grabila ziemie i podlewala pozniej...:)

 
1 , 2 , 3
O autorze
Lilypie Third Birthday tickers