Wpisy z tagiem: wypadek przypadek

wtorek, 06 września 2011
jak nie urok to....

ostatnio milama stresa i to ogromnego bo mlodzi latali po odworku a ja chcialam mlodego przewinac a tu nagle placz slysze... patrze a drugi mlody leci do mnie warga gorna spuchnieta jak grucha krew sie leje... ja dawaj dzwonie do mamy i jazda do lekarza... mlody w placz gdy pielegrniarka chciala mu opatrunek zalozyc ja z nim... dobrze ze byla moja mama... ehh... a co sie wydarzylo.. otoz mlodemu spadla klodka od bramy na buzie... tlyko zastanawiam sie jak bo musialby by kijkiem w nia uderzyc a nic nie widzialam...balam sie ze bedzie do szycia rana ale na szczecie dzis jest juz dobrze tlyko opatrunki zmieniamy i oby blizny nie bylo... mowie wam mlodzi ostatnio moje cisnienie podnosza do 200...jak nie jeden z kotem do drugi cos wymysli.. odpukac mloda jest cala...przy okazji w aptece zakupilam plastry plasterki i wode utleniona w zelu ktora po wyschnieciu tworzy blonke i opatrunek...

mlodzi szaleja artystycznie i co chwila cos rysuja... ciesze sie ze tak chca tworzyc... kredki juz nie musza byc pod moim nadzorem... teraz stoja na ich stoliku wraz z kartkami..:) teraz czeka nas wyzwanie pod tytulem plasteliny... jak wyjda jakies fajne rzeczy to wam pokaze...przy ciastolinie bylo fajnie to i moze to sie uda..:)

tescie milcza i dobrze... nie tesknie za nimi...i juz...

w sobote malowalismy plac zabaw.. w sensie ze drewnochronem.. mlodzi spali a mysly z pedzlami szlaeli i cali w czerwone ropki bylismy... niestety ubrania ucierpialy bo sie nie spiera..:( ale mamy teraz piekny mahoniowy kolorek...:) bylismy tez na zakupac bo trzeba bylo malzowi kurtke kupic jesienna a mlodym kilka ciuszkow... znalazlam im piekne sweterki i dresiki a mlodej bluzke i dresik...pozniej tylko buciki na zime musimy im kupic i juz...

od soboty mam malza na tydz w domku... moze uda nam sie kilka spraw pozalatwiac i z mlodmi poszalec...oby...

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
rozważania o wszystkim...

jest jak jest.... goraco ze szok.... az czlowiek nie ma ochoty wyjsc na dwor bo w domu chlodniej...

mlodzi szaleja a my z nimi... ostatnio w 5 bawilismy sie na zjezdzalni... mlodzi mieli z nas ubaw gdy z osobistym zaczelismy zjezdzac.... smiechu bylo co nie miara...

zaczelismy z malzem zastanawiac sie nad przedszkolami dla mlodych gdzie i jak... ceny zwalaja z nog...szczerze to najprawdopodobniej wyladuja w prywatnym bo wyjdzie nas taniej.... tak moze to smieszne ale podliczajac zajecia i wszystko czyli podreczniki roznosci plastyczne i wogole wychodzi nas taniej prywatnie... i przynajmniej jakas lepsza opieka... niestety mamy chyba za duzo opcji bo wybor mamy ogromny w okolicy zarowno prywatnie czy panstwowo wyszlo nam ok 50 p-li....szok... plus gdyby cos nie tak to w stolicy jeszcze 20 razy tyle...:) a najgorsze to bedzie udac sie do takiego na rozmowe jakas i by obejrzec bo nie wiem malz chyba z 2 tyg urlopu by musial wziac by dalo rade heheh...:) a bierzemy tez namiar ze musi byc niedaleko moich rodzicow by mogli ich odebrac... bo nasza praca z malzem jest na maksa rozciagliwa i swiatek piatek czy niedziela zdarza sie pracowac... jeszcze mi jako matce bedzie latwiej na pocztaku bo weekendy i swieta obowiazkowo wolne ale pozniej to sie zmieni... narazie ogladamy rozmiawamy i zapisujemy godne obejrzenia...:) a pozniej ruszymy na maraton :)

 

za tydz malzon bedzie mial tydz wolnego i w koncu udamy sie do zoo... mlodzi switnie sobie radza na pieszych wyprawach wiec i ta mysle nie bedzie ciezka... a szelki mamy juz panowane i dzieki nim uniknelismy parunastu upadkow bo w locie za szelki latapalismy...:)

 

tescie sie nie odzywaja i mamy spokoj i cisze...wiem ze maz by chcial bysmy sie pogodzili ale nie robi nic by oni w koncu sie zmienili i mnie zaakceptowali...ale nic na sile.. w najblizsza niedziele jest msza za malza dziadka ktory zmarl przed moim porodem i niestety przez te sytuacje nie jedziemy bo po co... na msze pojdziemy u siebie i tak samo sie pomodlimy...

ostatnio bywamy czesto u moich rodzicow... ostatnio bylismy u nich by sie...... wykapac hehe... bo u nas brak wody byl od czwartku do soboty... mlodzi szaleli w wannie( u nas jest brodzik) my sie wylezelismy w pianie i bylo super... byl obiadek mamy i super... u moich rodzicow jakos nie ma problemu w kontaktach i akceptacji mojego malza wrecz czasami staja po jego stronie...ciesze sie ze chociaz on sie dobrze dogaduje z nimi a ja ze swoimi tesciami nie musze zyc w zgodzie... najwidoczniej tak musi byc... nigdy mnie nie lubili bo ja z miasta a oni ze wsi i ich synka wyrwalam do stolicy...ale coz...

za poltora miecha mlodzi skoncza 2 latka.... matko kochana jak to zlecialo... i kiedy... oni tacy malutcy ja po porodzie przygnebiona a tu prosze za chwile przedszkole...prezenty juz prawie skompletowane zostalo mi jeszcze skontaktowac sie z pania od tortu... w zeszlym roku zamiawialam i bylam zajebiscie zadowolona i w tym roku u tej samej babeczki bede brala ale jeden taki mega( rok temu byly 3 i sporo zostalo)

listy gosci nie robie bo z malzem dyskutowalismy i dlugo rozmiawialismy i doszlismy do wiosku ze nikogo na sile nie bedziemy zapraszac i Ci ktorzy beda chcieli to beda a ci co nie to ich strata... wiem ze moja siorka z narzeczonym i corcia bedzie bo juz mlodym zamiawiala prezenty bo mnie sie pytala co i jak bysmy chcieli... wiem ze moi rodzice beda.. wiem ze we wrzesniu teraz ma przyjechac dwoch chrzestnych a nie wiem czy na urodziny dotra... jesli nie to beda usprawiedliwieni bo teraz dojada...:) a reszta jak bedzie chciala to bedzie a jesli nie to my plakac nie bedziemy... a no i znjaomych na torta chcemy zaprosic... moja psiapsiole z LO z dziecmi i mezem i kumpla z zona z moja kumpela rowniez...:)

wiecie jakos nuda zawiewa nam ostatnio ale mlodzi dostarczaja nam emocji... ostatnio az ja plakalam bo mlodego kot w oko zadrapal w trakcie zabawy i to tak ze z jednej strony lecialy lzy a z drgiej krew... alez ja sie naplakalam... pozniej znowu go zaatakowal... kot juz swoje dostal i teraz nie podchodzi do nich... uwierzcie mi ze ja cala sie trzeslam gdy to sie stalo...

O autorze
Lilypie Third Birthday tickers