Wpisy z tagiem: zabawowo

piątek, 22 lipca 2011
reflesyjnie i nie tylko...

wiecie gdy patrze na te moje buziuchny takie radosne lub wolajace "mamo" w potrzebie zastanawiam sie dlaczego ja?? znam wiele osob z trojca na pokladzie lub nawet wiecej ale tak mysle czemu akurat my... czy zrobilismy cos zle czy moze dobrze...

 

pomimo ze nie zawsze bywa latwo to nie zamienilabym ich na jednego bobasa... z jednym teraz umarlabym z nudy...:)

mysle ze tamten na gorze mial swoj plan wobec mnie i malza... no bo kurde inaczej tego nie wiem... gdybysmy sie leczyli czy cos to wiadomo by bylo dlaczego tak sie stalo jednak w 100% zdrowi oboje w rodzinach mnogosci nie bylo i nie ma ale my jestesmy wyjatkowi.. i u nas nie moze byc zwyczajnie... gdy moj wujek dowiedzial sie ze jego corka ktora jest w moim wieku bedzie miala drugie dziecko powiedzial jej" phii. wy i tak nie przebijecie .. i .., nikt ich juz nie przebije" a ja sie usmialam hehe...:)

w ciazy bardzo czesto plakalam... tak tak pomimo ze przyszla mama powinna byc spokojna to ja sie martwilam.. o zdrowie babli o kaske o miejsce zamieszkania i wogole... uwierzcie mi gdy lekarz na USG powiedzial nam o tym cudzie moj malz chcial mu powiedziec by wylaczyl juz ten sprzet...:) a jak wyszlam z gabinetu to nogi mi sie ugiely... tyle milosci naraz...:) ale to bylo piekne... najbardziej w szoku byl kumpel mojego malza z ktorym zalozylam sie duzo wczesniej o wozek... zaklad polegal na tym ktora z nas ja czy jego zona pierwsza zajdzie w ciaze to druga para kupuje wozek... gdy przywiozlam im swoje usg to strach go oblecial ale bardzo nam pomogli...

pomimo ze nie rodzilam w sw Zofii w to wszyscy nas tam znali.. nikt nas nigdy nie widzal ale kazdy nam pomagal i pytal o nas... to bardzo mile...nawet polozne smialy sie do mojej kumpeli kiedy ja tam przyjde na porod hehehe...:) a teraz pytaja o mlodych...

za niedlugo mlodzi beda mieli dwa lata... kurcze tak to zlecialo.. ale wiecie odkad sa z nami wszystko sie jakos samo rozwiazalo bo i z kasa i mamy dom i jest milo...

w niedziele ruszamy do moich rodzicow... juz dzis powiedzialam mamie zeby jakas fajna lodziarnie wyczaila by wnuki na lody zabrac..:):) a za tydz ruszamy do tescow na weekend... juz zaczelam pisac liste co by spakowac dla mlodych bo pozniej okaze sie ze polowy nie mamy...:)

jutro w planach na niedzielny obiad chce upiec szarlotke bo mam przed domem 2 jablonki a juz jabluszka ogromne wiec szkoda by sie psuly...

mlodzi sie rozgaduja pelnymi zdaniami... z ich rozmow zaczynam wylapywac zdania...:) a wczoraj nagralam z nimi filmik... dalam im pudelezko borowek... ahhh jak sie zajadali i krzywili ale chrupali... oni kochaja owoce wszelkie... na kolacje zrobilam im placuszki bananowe i kubek mleczka.. zjedli i poszli w kime...:) az milo

a rano to juz mnie zaskoczyli bo zmienialam im posciel... nagle patrze a w sypiani brakuje brudnych poszewek... wychodze a mlodzi probuja zaniesc je do kosza na brudy... chcieli mamie pomoc... slodkie..

a miedzy nimi jak jest... teraz jakos tak mlodzi bawia sie garazem i samochodami a mloda lalka ktora musi miec przy sobie wszedzie...ale jest i czas gdy mlodzi biora jej lalki ktorych  ma az 5 sztuk i bawia sie w gotowanie i karmienie dzidzi...:) a ja siedze i na nich patrze i sie do siebie usmiecham...

środa, 20 lipca 2011
plum plum zabka dala dzis nura w staw....:) kino domowe

pogoda niestety nas nie rozpieszcza dalej ale my sie nie poddajemy...:) dzis mlodzi odziali kaloszki i matka rowniez i ruszylismy na podworko...zabralam mlodych na przechadzke po dziale by poszli do duzego psa... ale po drodze mlodzi wpadli na kaluze...ohh co za radosc byla dy mogli poskakac pochlapac... piszczeli niesamowicie i smiali sie do bolu... oczywiscie cali byli w blotku...:) pozniej wrocilismy przed dom na plac zabaw i tam na piaskownicy moj malz polozyl taki baner by kot nie robil do piasku... na banerze po nocnej ulewie zebrala sie woda... i tu kolejna radosc mlodych bo mogli sobie pochlapac... wszytsko mam na fotkach uwiecznione oraz na filmiku hehe... cale bloto mlodej z buzi zeslzo jak pluskali sie hehe...:)

po skonczonej zabawie trzeba bylo isc do domu by szybko sie przebrac w suche ubrania... gdy zdejmowalam imskarpetki to woda ciurkiem plynela... musialam wszytko lacznie ze skarpetkami z kaloszy wywiesic na dworzu by obcieklo...:) ale ich radosc nie do opisania... wytarlam ich i wysuszylam by zalozyc nowe ciuszki... po chwilli mlodzi stwierdzili ze ida "aaaa" czyli spac... mloda wziela swoja lalke z ktora spi i poszli do lozek... zasneli a ja w tym czasie gniotlam im kopytka...hehehe...:) gdy sie obudzili zaczelismy sie bawic samochodami... wyjelam ich kochane resoraki traktorki inne samochody i przyczepy oraz ludkow i zbudowalismy tor przeszkod dla autek hehe...

wieczorem zrobilam mlodym niespodzianke zrobilam popcorn z maselkiem wlaczylam im kubusia i hefalumpy nalozylam w miseczki przekaske obok dalam wode i zrobilam im kino... ale skupieni siedzili i luchali i zajadali popcorn... w miedzy czaie popijali wode... nagle niestety nasz seanszostal przerwany gdyz wylaczyli prad z powodu burzy.... dawaj zapalilam swieczki dalam im latarki i zabawa z latarkami jakos zabila im te godz... mialam ich wykapac po deszczowo-blotnych ceregielach ale z braku pradu nasza studnia nie dzialala i mlodzi poszli brudni spac... zasneli w 5 minut... a chwile zaraz wlaczyli prad ale nie mialam sumienia ich juz budzic do kapania wiec rano ich wykapie...:)

jutro juz ulozylam sobie plan ze moze bajke dokonczymy ogladac i jak da rade wyjsc na dwor... wiecie ze nawet jak mokro to zjezdzalnie rulezz... oni sa niesamowici...:)

w sierpniu ruszamy do zoo... malz juz sie zgodzil teraz musze z chrzstnym sie umowic mlodego jednego i jazda... to bedzie dluga podroz dla nich bo 250 km od nas ale damy rade jakos...

a teraz pora ogarnac chalupke po calym dniu zabaw... by malz jak wroci nie przejechal sie na samochodzie jakims hehehe...:):)

O autorze
Lilypie Third Birthday tickers