Wpisy z tagiem: nocnikowo
niedziela, 15 kwietnia 2012
...brak tytulu...
jestem i zyje i mlode tez...:)
jak pogoda dopisuje jestem z mlodymi na dworzu cale dnie tlyko na drzemke schodza do domu jak pada wariujemy w domu na rozne sposoby... swieta..hmmm... szybko i bezbolesnie bo nie bylismy u tesciow...:) w sobote pojechalismy do mojej chrzesnicy na roczek i tam spedzilismy pol dnia bo rano pojechalismy do kosciola z koszyczkiem na szybko ja weszlam pozniej musialam tort siorce odebrac dla malej i ruszylismy do nich... pozniej pomagalam siorce przy jedzeniu i opiece nad malymi... wszyscy zadowoleni i szczesliwi...w niedziele sniadanko zjedlismy u siebie w domu ale na obiad pojechalismy do moich rodzicow i tam kolejny dzien spedzilismy...:) mlode sie objadly i to doslownie przez te swieta... przed swietami zamowilismy mlodym trampoline i jak tylko przyszla malzon ja musial skladac bo mlode juz natentychmiast chcialy skakac... trampolina spora bo cala nasza 5 sie miesci a srednice ma 375 cm...plus siatka zabezpieczajaca:) mlode codziennie krzycza "mama opa opa" plus do tego mlode dostaly rowerki biegowe od dziadkow ktore sa odrobinke za duze ale do lata i beda akurat...:) mlode rozpoczely nauke nocnikowania... i musze napisac ze nawet juz zle nie jest bo wczesniej na samo haslo "kupa" byla histeria wstrzymywanie po 3 dni ze brzuch bolal ale teraz same juz leca gdy cos wiekszego... mlode wolaja tez"siusiu" gdy ja lub maz robimy lub gdy one chca..zamowilam sobie poradnik o nocnikownaiu i moze jakies rady wykorzystam.. jak narazie chwilowa przerwa bo zimno sie zrobilo a nie chde by mlode katar mialy... co przedszkola... wiem ze mieliby kontakt ale zdecydowalismy z osobistym ze w tym roku nie ida jeszcze tlyko za rok... wiec jeszcze beda mialy mame dla siebie a widze ze ostatnio jestem im potrzebna...bo tulaski sie zrobily okropne i placzki.. mloda szczegolnie bo nauczyla sie udawac placz ktory pozniej w smiech zamienia jak osiagnie cel... przed swietami bylam u stomatologa bo koncze robic zeba kanalowo i w sama niedziele mi sie ulamal kawalek tego zeba i bolalo dlatego tez nie mialam ochoty jechac do tesciow i sluchac ich marudzenia czy pozniej wytykania ze nic nie jadlam... bo doslownie od niedzieli wieczorem do wt po poludniu nic nie moglam jesc bo balam sie o tego zeba..na szczescie wszystko poszlo ok.. a tescie gdy maz zadz poinformowac dlaczego nas nie bylo nie uwierzyli... mowie do niego ze ja to powinnam byc z zelaza by mi sie nic nie dzialo...:) ale ich sprawa czy wierza czy nie... zmykam bo idziemy z mlodymi lezec i sie byczyc w pieknym wspolnym gronie.. ostatnio okladaja sie na mnie i przytulaja cala 3 a wtedy serce mieknie...:)
niedziela, 26 czerwca 2011
nowosci i nowosci :)
Laptop jeszcze nie naprawiony bo trza z niego foty zgrac.. kolega podpowiedzial nam by do stacjonarki monitor odpiac i do laptopa podpiac i foty zgrac bo dadza nam nowego kompa... a na tym spsutym mam duzo fot mlodych..:) ktorych bedzie mi szkoda... wiec pisze na starym rzechu jeszcze...;/ u nas... mlodzi rozrabiaja ale wesolo jest.. zaczelismy trning pieluchowy i wczoraj mloda zaskoczyla bo kupka na nocniku byla zrobiona..:) a chlopaki siku pieknie zrobili wiec powoli zaczynamy..:) zaczli sie ubierac sami i przekomicznie to wyglada hehe.. troche im pomagam ale rozebrac sie ladnie potrafia i ubrac tez mysle ze niedlugobeda umieli..:) wraz ze zdjeciem pieluchy wyjelismy szczeble z lozeczka... i jest cudnie bo mlodzi wychodza sami... co prawda wstaja pol godz wczesniej niz zwykle ale jest fajnie... gdy zasypiaja to ze dwa razy musimy ich do lozka odprowadzic ale jak powiem ze pora spac to ida spac...:) dzis rano dowiedzilismy sie ze nasi bliscy znajomi spodziewaja sie dziecka.. no w koncu... gratulujemy i czekamy na maluszka..:) w boze cialo byli znajomi z pracy i z calej 4 brzdacow tylko jedo wyszlo cale hehe.. mloda moja rozciela jezyk mlody robil nos a cora koleznkai glowe rozbila ale i tak latali i rechoty byly... przyjechala tez siorka malza prosic na wesele i pobawila sie zmlodymi i jej narzeczony ehe a ja mialam chwile spokoju..:) i moglam zjesc w calosci obiad bez dokramiania wiszacych mlodych przy talerzu jak to zwykle bywa...:) w weekend za tydz za to znowu nie bedziemy sami bo przyjezdza moj tato z moja siostrzenica... moja siorka jedzie na wesele z nrzeczonym i moja mama i druga siorka a my nie jedziemy i moja tata zostaje z wnusia i u nas nocuje..:) fajnie bedzie miec znowu takie 3 miesiezne bobo na noc..:) malz teraz drzemie dzieci tez a ja... no wlasnie zamiast odsypiac to siedze i dom ogarniam... do nastepnego zatem...
dopisane 21:25 malzon ma reke w gipsie bo sobie zlamal... wlasnie jest z moim tata na pogotowiu... jeszcze tylko tego brakowalo...:( beda mu nastawiac i gipsowac... ehhh... moje slonce.. ja mialam 5 razy gips na rekach... wiec wiem ile pomocy mu potrzeba i wsparcia... najbarzdiej martwi sie ze musi byc na zwolnieniu a nie martwi sie reka... zanim do szpitala pojechal do kierowniczki dzwonil czy w gipsie moze pracowac... oczywiscie ze moze ale czy da rade prowadzic samochod... pewnie posiedzi w domu... bedzie ciezszy miesiac ale wazniejsza jego reka... a wczoraj jeszcze naklanial mlodych do jedzenia rybki slowami" jedzcie rybke bo zdrowa....tataus jadl i przez 26 lat nic nie mial zlamanego" no jakby wykrakal ku** ze go mac...
czwartek, 16 czerwca 2011
sukces jedzeniowy...:)
mlodzi mi sie rozbestwili... laza po placu zabaw juz normalnie nie boja sie ruchomego mostka ale i tak najbardziej kochaja hustawki... za dwa dni wizyta tesciow... ojj.. jakos nie mam ochoty na te wizyte ale musze przetrwac bo tesc mi plotek z malzem beda robic... jak sobie wymyslilam to teraz musze wytrwac..tescia mam spoko ale zawsze tesciowa musi sie tluc z nim...i na dodatek jakby mogla to ubezwlasnowolnilaby te moje szkraby.. to ja walcze by wolnosc mialy i byly indywidualistami a taka przyjezdza i na sile usadza ich i klocki kaze ukladac... albo lata za nimi jak kot z pecherzem..;/ dobrze ze ja jestem z tych osob ktore potrafia zwrocic uwage bo juz dawno zaglaskala by ich.. jakos nie wyobrazam sobie zostawic moich dzieci pod opieka tesciowej... przekarmila by ich i zakukala... a ja daje luz i to spory bo jak mlodzi spadna z podestu nie reaguje by nauczyli sie ze schodzi sie tylem.. mloda zalapala i jeden mlody tez.. tlyko jeden zawziecie wchodzi i placze by go zdjac a ja siedze i czekam co zrobi.. jedyne czego nie toleruje u mych dzieci to wlazenie po schodach i za to tepie...nawet gdy skacza po rusztowaniach mojego taty nie panikuje tylko stoje obok i patrze.. jesli naprawde sprawa wymaga mojej interwencji to reaguje ale jesli nie to po co ich blokowac.. potrafia tez tez moje lobuzy skakac po ogrodzeniuwiec wiedza gdzie wchodza...:) nasze samodzielne jedzenie wyglada juz super... zupe zjedza bez upackania... tlyko ze narazie zupy typu krem sami jedza... pozniej przejde na polplynne :) jedzenie widelcem to bajka... gotuje im ziemniaczki pieke kurczakai obieram z kosci czy pulpeciki dziele na pol i jedza... kaszke tez zjedza sami...nawet jogurcik to nie problem wiec dumna jestem ze w 2 miesieca nam sie udalo przejsc na samodzielne jedzenie... tlyko kanapek boja sie jesc sami albo zdejmuja wedlinke...:) musze jeszcze opanowac z nimi jedzenie makaronowych sosow bo kluchy kochaja ale palcami je biora:) ale zle nie jest.. jak juz opanujemy jedzenie samodzilne calkowicie czyli w moja mysl do konca miesiaca planuje oswajac ich z nocnikiem bo narazie boja sie go bardzo... musze kupic majtki i uswiadomic ich ze to na dole trzeba kontrolowac lub wolac..:)..ale musi tez byc cieplo by nie pochorowali sie..tylko ze na sile tez walczyc nie bede.. pokaze raz i zobacze ich reakcje.. za tydz wpadna do nas znajomi z pracy z corcia...juz sie doczekac nie moge bo dawno sie nie widzialysmy.. jak wroce do pracy to codziennie bedziemy sie widywaly..:) z czego sie ciesze bo nasze dzieci juz z brzucha sie znaja hehehe...:) i bardzo lubia.. co do pracy to musze jechac pare spraw zalatwic a przy okazji zabrac dzieci.. juz kiedys siedzialy za biorkiem kierowniczki mojego malza i mojej bylej...(kiedys byla i moja ale w ciazy zmienila mi sie kierowniczka) wiec ich juz tam kazdy zna tak samo jak nas..hehe..:).. zamierazm wrocic do pracy w przyszlym roku bo mlodych do przedszkola sie sprzedac... publiczne czy prywatne nie ma znaczenia wazne by sie gdzies dostali...:) najpierw panstwowo sprobujemy kolo moich rodzicow by w razie czego mogli ich odebrac a jak nie to prywatnie mam juz przedszkole upatrzone w drodze do pracy... no i jeszcze prawko musze ogarnac do czasu powrotu do pracy bo 100 km codziennie to duzo a tluc sie busem prawie z centrum wawki to za dluga trasa...:) a teraz ide bo musze wymyslec liste zakupow i pomysl na obiad na niedziele by sie nie narobic...:) wiec paczke kochanych jezykow biore i kawke i zaczne myslec... p.s. maz dzwonil do serwisu naszego wozka... musza sprawdzic czy da sie sprowadzic te czesc...oby sie udalo.. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|