Wpisy z tagiem: chrzesni

niedziela, 09 października 2011
pierwsze wypieki..

pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza... jest zimno ponuro i nie chce sie tylka z domu ruszac... mlode wiec siedza w domu i rozrabiaja...dzieki bogu sie roznosci plastyczne i nie tylko...

robilismy ostatnio ludki z lisci i ciastoliny i juz prace wisza mi w kuchni hehe... mlode sa coraz chetniejsze robienia takich prac..

dzis z braku laku doszlam do wniosku ze mlode zrobia sobie podwieczorek... tak tak dobrze czytacie.. zrobilam im ciasto z seka maki maselka i odrobiny soli...zagniotlam podzielilam miedzy nich i uwaga zrobili mega ciacha... gnietli je walkowali pozniej ukladali rodzynki na ciasto...uwiecznilam to na fotkach.. alez to byla zabawa.. polozylam je na papierze do pieczenia posmarowalam mlekiem z jajkiem i siup do piekarnika... mlody wisial na piekarniku i ciagle bylo "am am"  hehe pozniej je wszamali zapili woda z sokiem z wisni i jazda trzeba sie bawic... zaczeli grac ze mna w pilke kazdy wzial swoja i mi rzucal hehe... pozniej byl plac manewrowy tzn pod stolikiem sie czolgali chodzili po walku( poducha taka) jak na rownowazni i smiechu bylo przy tym co nie miara... tancowali bawili sie w autobus... a najbardziej rozczulili mnie gdy wlaczylam im "cztery slonie" i wzieli sie wszyscy za raczki i mnie tez i w kolku tanczowali hehe... cudni sa.. twierdze ze 2 latek to nie tragedia..:)

wogole mamy sukces nocnikowy bo mloda wola juz siusiu i robi do nicnika jutro zdejmujemy pampka i chodzimy w majtkach hehe.. i drugi sukces ze mlody sie przelamal i juz kupe robi na nocniczek... a to trzecie mlode nie chce nocnik parzy w dupke...:) ale poczekam jeszcze...

mam ochote mlodym pokazac kasztany ale jak na zlosc cierpimy na ich brak... serio kazdy pisze o kasztaniakach a moi znaja je jedynie z ksiazek badz z bajki:(:( u nas nie ma ksztanow nigdzie...lipa...

jutro tesciowa ma urodziny... hmm malz bedzie dzwonil a ja nie wiem czy pisac czy nie... jutro zobacze jaki bede miec humor..:) ciekawe czy przyjazda za tydz na urodziny...

co do urodzin wylamalo nam sie troche osob w sensie ze przyjada ale pozniej... jedych znajmych corka byla w szpitalu to rozumiem ze mala musi sie wyleczyc drudzy znajomi przyda dzien wczesniej bo koleznka pracuje w niedziele ale reszta to juz nie rozumiem tej rodziny... dobrze ze nie jestem czlowiekiem ktory liczy na rodzine czy chrzestnych bo by moje dzieci ucierpialy bardzo...

koncze wis bo musze pranie wywiesic i na malza czekam bo za 2 godz bedzie w domu...milej nocki drogie Panie..:)

niedziela, 05 czerwca 2011
piknikowo

weekend mieslismy bardzo aktywny... w czwartek mielismy szczepienia a co za tym idzie 2 dni w domu i zero na sloncu- nakaz pani doktor... mlodych cholera brala bo plac stoi a oni musza byc w domu...jakos piatek przelecial ze stanem podgoraczkowym i jekami.. zrobilam im mase solna i artysci usiedli i bawili sie nia..:) uroczo to wygladalo hehe.. w sobote przyjechali tesciowie z babcia malza... mlodzi do placu dostali jeszcze ubranka od dziadkow i chustki do pupy hehe i babcia tez im ubranka piekne przywiozla..:) pozniej dojechali jeszcze chrzesni..:) i mlodych ogrodek powiekszyl sie o stol i laweczki ogrodowe a nam zaoszczedzil kolejnego wydatku..:) do tego dostali grajace mlotki i niunia gadajaca lale wiec zabawki rowniez przybyly... w pon roztsaiwmy im jeszcze mega kuchnie ktora na dzien dziecka im fundnelismy... ale wiecie najwieksza furore robia chomiczki ktore dostali uciekaja im te stworzenia piszcza chrapia..niby od 3 lat a mlodzi je kochaja... na urodziny planujemy dokupic im plac zabaw do tych chomiakow..:)

sobota byla dosc meczaca... mlodzi sa tacy ze jak goraczka=marudesrtwo i wiszenie na matce..

ale musze pochwalic malza bo zabral mnie na zakupy i wybral mi piekna sukienke na chrzciny i jeszcze innnych pare rzeczy..:) teraz jeszcze powiedzial ze telefon moge na urodziny sobie kupic jaki chce...:) wiec poluje na jakies cudo z klapka..:)

chrzesni przyjechali kawe wypili mlodzi krzyku narobili i ci pojechali... niestety nie dziwie sie dzieciom pol roku temu ich widzieli wiec czego sie spodziewac...

dzis bylismy na pikniu z okazji dnia dziecka...ile znajomych spotkalismy z ktorymi na oddziale lezelismy..:) i innych potrojnych szczesciarzy z ktorymi sie juz wczesniej znalam z malzem..:) pogadalismy sobie oni patrzyli jak takie stadko im za rok bedzie biegalo i lapali sie za glowy hehehe...:) dostalismy troche gazdzetow pogadalismy z pielegniarkami lekarzami (o dziwo nas pamietaja) mlodzi sie wyszaleli... to byla pierwsza ich taka masowa impressska ale udana bardzo... za rok jak dostaniemy zaproszenie znowu ruszymy napewno..:)

jak tam siedzialam to pokazywalam mlodym balkon mojej sali gdzie lezalam z nimi z brzuchu...ahhh wspomnienia..:) fajnie bylo bo impreza zamknieta byla z zaproszeniami i nie bylo takiego tloku jak na innych festynach...:)  nawet udalo nam sie kilka fotek cyknac ale niestety nie duzo bo za mlodymi latalismy..:)

mlodzi padli nam w drodze powrotnej a ja teraz odpoczywam po tym dniu z butelka wody...:)

O autorze
Lilypie Third Birthday tickers