Wpisy z tagiem: papa smoczku

poniedziałek, 16 maja 2011
odwiedziny

maj to dla nas miesiac wizytowy i to bardzo... my bylismy u tesciow wczoraj byli u nas moi dziadkowie ciocie mlodych i ich dziadkowie czyli moi rodzice... wesolo bylo ale moi jak zwykle male dzikuski poplakaly sie i polozylam ich do lozek... staralam sie ich zabawiac ale nie dalo rady... nie wiem dlaczego ale boja sie osob starszych i to bardzo ze wisza na mnie... czy wasze dzieci tez ta maja??

za tydz odwiedza nas chrzestny mlodej i jednego mlodego z moja siorka i dziecmi... czyli z moim chrzesniakiem numer 2 ktorego w czerwcu bede podawac...:)

nastalam sie w garnkach i co prawda nikt obiadu nie chcial bo jedli u dziadka brata ale dziadek sam powiedzial ze gospodarna jestem a mi az milo sie zrobilo ze ktos docenil mnie ze ugotowane i posprzatane mam przy nich...:) a na dodatek ze mlodzi tacy grzeczni sa i wychowani... uroslam w piorka normalnie..

za miesiac mamy zamiar jechac do moich dziadkow tlyko musze zobaczyc jak moj malz pracuje...

mlodzi szaleja ucza sie mowic i super im to wychodzi mowia kot auto mama am kaka titi da(daj) nie ma tata dziadzia baba cii hajo oć(chodz)  idz tlawa(trawa) iciu(piciu)  i wiele innych slow ktore powiekszaja sie z dnia na dzien...

spia bez smokow choc czasami przypomni sie im o nich i wtedy staram sie odwracac ich uwage pytam sie ich jacy sa duzi i mi pokazuja...

ostatnio mloda pokazuje jaka ona uczuciowa jest i jak potrafi sie zajac bracmi... przyklad

nalewam wody do brodzika a mlodzi czekaja w pampkach by wejsc do wody... nagle patrze a mlody z mloda buziaki sobie daja.. drugi mlody nagle wpada miedzy nich i co ta dwojkazaczyna calowac go po glowie.. stalismy z malem i smialismy sie z nich niesamowicie hehehe...:) przytulaja sie caluja...

dobrze ze faza na gryzienie im przeszla czasami potrafia sie uderzyc ale wszytsko jest pod kontrola..:)

pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza wiec siedzimy w domu a co za tym idzie mam czasami kwadratowa glowe po ich krzykach i rozmowach...:)oby sie szybko poprawilo bo tesknie zalezeniem przed domem...

 

mlodzi przeszli ostatnio zmine bo nie dosc ze zrezygnowali ze smokow to jeszcze pozegnalismy butelke juz na dobre... kakao jak pija na kolacje to z kubeczka.. wydedukowalismy to z malzem bo kilka dni z rzedu jak robilam butle rano to pluli i plakali i rzucali flachami... zminilam im smoki na ustniki kapki ale to tez nie przeszlo wiec butle poszly w kat i dobrze... z otwartych kubeczkow juz sie ucza pic i jak nalewam po troszku to pija ale jak wiecej to na siebie leja.. butla juz i tak byla tlyko rano a teraz kaszke jedza lyzka rano taka nestle a wieczorem kaszke manna z owocami...

teraz musze ich oswoic z nocnikiem ale chyba musze kupic inne bo te co my mamy to sie ich boja chociaz sa najprostsze w uzyciu...nie zamierzam z pieluch jeszcze rezygnowac ale chcialabym by chcociaz informowali mnie gdy cos wiekszego sie szykuje...zobaczymy...

narazie pozdrawiamy deszczowo...do nastepnego

sobota, 14 maja 2011
relacja :)

wiesci z placu boju sa mizerne... odlozylam plan calkowitego odsmokowania na czerwiec kiedy to plac zabaw stanie i bedzie wieksze zainteresowanie tym co na dworze niz ze do spania jest potrzebny smok... chociaz widze ze im sa juz nie potrzebne bo zasypiaja sami...

wczoraj pojechalam z malzem i mlodymi do tesciow... wstalismy o 6 rano i ruszylismy.. nie powiem ze na pocztaku bylam szczesliwa ale tez doszlam do wniosku ze ktos musi byc madrzejszy i tym kims wole byc ja... ahh jaka radosc ogarnela prababcie gdy otworzyla drzwi a przed domem stado rozbiegane i my za nimi... babcia malza raz dwa skoczyla do sklepu po serki dla wnusiow i soczki...raptem zycie w nia tchnelam..:)

rodzicow nie bylo bo matka po jakies kwiatki pojechala a ojciec w pracy do 15 wiec duza ulga... tesciowa wrocila o 10 wiec ja juz troche bardziej wyluzowana.. wypilam herbatke zjadlam w koncu sniadanie od x czasu... a mlodzi latali i psa dziadkow atakowali..:)

najgorzej zrobilo sie kolo poludnia bo od rana nie spali a wiadomo maja jeszcze dwie drzemki w ciagu dnia wiec zaczelo sie marudzenie i placze... rozlozylismy im lozko i co okazalo sie ze smoki zostaly w samochodzie ktory malz u mechaniora zostawil...mowie trudno wola twoja Panie...

polozylismy sie z nimi i poklepalismy po pleckach dalismy pieluche i glaskalismy... o dziwo po 10-15 minutach zasneli bez smokow i nie w lozeczkach co im sie nie zdarzalo nigdy...:) zawsze gdy podnosili alarm musiala nastapic ewakuacja do domu...

pospali 2 lub 2,5 godz a my zjedlismy ciacho herbatka kawka...i babcia wyciagnela fotki i zaczela mi opowiadac po raz ktorys relacje rodzinne..i wcisnela mi moje ukochane pierozki z serkiem...

szkoda ze pogoda byla lipna ale nawet udalo nam sie pobawic przed domem poganiac z babciami pogrzebac w ziemi stawiajac babki z piachu czy podmuchac dmuchawce...:)

po poludniu przyjechal dziadek i jeszcze chwile sie z nim pobawili ogarnelismy sie i do domu... tak sie nigdy nie objadlam jak wczoraj... mlodzi tez bo dzis z butli nawet zrezygnowali... nie dziwie sie bo prawie co chwila cos mieli w buzaich a to wyciagali chrupki biszkopty czy jablka banany zjedli... swoj obiad z nami obiad i pelne drugie sniadanie i micha kaszki na kolacje to bardzo duzo dla nich gdzie w domu nie ma przekasek miedzy popsilkami by ladniej jedli obiady...

szczerze wam powiem ze moj maz zadowolony ze to ja okazalam sie ta madrzejsza... wiem ze w razie gdy jego rodzice cos odwala to mam wsparcie w nim..

dzis odsypiam wczorajszy dzien... taka jakas nie do zycia jestem... wczoraj niby nic nie musialam robic bo obiady babcie zrobily za mlodymi lataly a ja patrzylam tylko no i karmilam ich..a wyrzuta jak guma wrocilam do domu........

ale wszedzie dobrze ale w domu najlepiej... dobrze to tlyko jednodniowy wyjazd bo na dluzej to bym nie wytrzymala...

 dopisane o 14:40

mlodzi oddali smoki iiiiii poszli spac!!!!!! chyba po cichu mozna gratulowac...

czwartek, 05 maja 2011
walke czas podjac...:)

pada deszcz jest okropnie zimno...

mlodzi od dwoch dni wariuja w domu i wymyslamy nowe zabawy... w modzie jest ganianiae za bankami hehe... kochaja gdy puszczam banki mydlane a oni moga je lapac...

druga zabawa to pomysl taty... kupilismy ostatnio chipsy w puszkach i to one robia furore bo mlodzi biora i bawia sie albo w mikrofon albo biora pileczki i wrzucaja je do srodka i wyjmuja...tatus powiedzial ze nauczy ich jeszcze wykorzystac te puszki do gry w golfa hehe bo sie fajnie nadaja...

planuje dac im ciastoline do zabawy bo juz od prawie pol roku czeka na nich..okaze sie co moi plastycy potrafia robic...:)

fajna zabawa dla nich okazalo sie rowniez to ze mama bierze reklamowke i w nia dmucha by ta latala... smiesznym widokiem jest to gdy oni probuja mnie nasladowac hehe..

ciesze sie ze taka wyobraznia zaczeli pracowac hehe ale wole jak jest cieplo bo wtedy wywalalm ich na dwor i w domu jest czysto a tak to ani prania wstawic ani zmywarki oproznic...dobrze ze ugotowac jeszcze daja.. chyba wiedza ze to dla nich jest... o dziwo apetyty ruszyly na dobre ze zjadaja dwa obiady bo pierwszy swoj tak o 14 a drugi o 16-17 jak tata wraca z pracy...co w momencie wychodzenia na dwor sie zmieni bo wtedy jedza mniej...bo wiecej po dworzu lataja...i wiecej ich interesuje..

ostatnio minelo te magiczne dwa lata od usg gdzie sie o nich dowiedzielismy i lza sie zakrecila w oku... bo jak patrze na buzie rozesmiane i takie madrale ktore mowic zaczynajaa przed chwila byli tacy niewielcy bezbronni to wzruszam sie... szczegolnie gdy podchodza do mnie i daja takie obslinione buziaki...:) albo przychodza do mnie na kolana z ksiazka w reku to slodziaki kochane... wiecie nie zaluje ze zdecydowalam sie tak wczesnie na dziecko bo wtedy wiem ze moglabym nie miec ich razem...

ehh... rozpisalam sie troche... w pt malz znowu do tesciow rusza...i znowu caly dzien go nie bedzie..tym razem samochod jedzie do mechaniora wstawic...

dzis wzielam maszynke i obcielam wloski mlodemu bo grzywe juz mial dosc dluga... nawet szybko poszlo bo 10 min i po sprawie.. w nagrode dostal czekoladke za grzeczne zachowanie..:)

biore sie za odsmoczkowanie swoich latorosli bo najwyzsza pora.. mam dosc biegania za smokami.. i tak w dzien ich nie potrzebuja a smoki sa tylko w lozkach ale to i tak spory klopot szczegolnie w nocy...tlyko musze cos w zamian im wymyslec.. mlodej dam spinki do wloskow a panom jakies autko trza wymyslec w zamian za nunki..:)

trzymajcie kciuki za owocne prace.. niestety moje potworki maja ciezkie charakterki wiec bedzie ciezkawo jak sie domyslam... nastepna relacja juz z placu boju...

 

 

 

O autorze
Lilypie Third Birthday tickers