Wpisy z tagiem: wyjazdowo

niedziela, 21 sierpnia 2011
nie ma to jak rodzina....

niestety jak szybko wyjazd sie zaczal tak sie skoczyl ale oczywiscie przez moja bratowa...;/;/... tak sie pocielysmy w dniu jej wyjazdu ze szok... no i rodzice malza i babacia na mnie we 4 najechali i zostalam zwyzywana ze niby malza na dupe wzielam wiec kazalam sie odwiesc pomimo okropnej burzy.... tak niestety jest ze wyczekali moment ze bylam sama i zaczli mordy pilowac.... ale to sobie kuku zrobili bo teraz ani dzieci ani mnie nie zobacza a jeszcze oczekuja przeprosin...hahaha dobry zart... moj malz sie okropnie wkuwil na nich i pojechal im narazie przez tel ale jeszcze musi jechac w tamte strony i powiedzial ze tego ak nie zostawi i powiedzial ze oni nas nie zobacza i maja mnie przeprosic.. dobrze ze mam w nim oparcie i nawet rodzicom nie pozwoli mnie wyzywac... kocham go... jak jest miedzy nami to juz nasza sprawa i wiadomo ze mamy gorsze lub lepsze dni ale oni ani nikt nie ma prawa by mi czy jemu ublizac... a jeszcze bacia sie wpieprzyla mowiac ze jak ja moge wymagania miec by moj osobisty przewijal dzieci w gosciach ze to ja powinnam tyrac przy nich... jak sie wkurwilam to powiedzialam ze jak zrobil to nie tylko by miec dzieci ale i ma wobec ns jakies obowiazki... na szczescie on ja tez opieprzy...

tesc odwiozl mnie do moich rodzicow...na szczescie nie bylo ich wiec wniosl mi tylko graty i pojechal... bo moja mama by juz mu powiedziala... malz poszedl na imprezke z pracy i wrocil dosc pozno i spalismy u moich rodzicow...rano po sniadaniu wrocilismy do siebie...

 

wiecie u nas jest tak ze nigdy nie moglismy sobie dac wejsc na glowe by nosic czy nianczyc dzieci ale moi tescie babcia bratowa i wogole malza rodzina nie rozumie tego... w ich mniemaniu powinnam dawac nosic i rozpieszczac a pozniej sama borykac sie z rozwydrzonym towarzystwem... wiec od poczatku byla zasada ze nie nosimy dzieci... i walczylismy z tym... a teraz gdy mlodzi chodza nie ograniczam ich i nie staramy pomagac by sie usamodzilnili... i wiecie nigdy nie uslyszalam ze mam zle dzieci i czy nie umiejace sie zachowac bo wszedzie sa grzeczne... i to jest prawda nie chwalac mlodych...  kocham swoje bomble ale noszenie ich byloby mordega okropna... dzieki temu ze nie sa jakos tak okladani poduszkami sa ciekawi iwszedobylscy... i oboje sie cieszymy... a moja bratowa hm... to inna sprawa bo my nigdy sie nie lubilysmy... ona krolowa rozsiadzie sie na lawce czy na kanapie i nie zapyta sie czy pomoc tylko rwie sie by brac na kolana mlodych czego oni nie lubia... i nie rozumie tego... powiedzialam jej zeby sobie sama urodzila jak chce nosic...szantazowala mnie nawet smiercia tesciow... pojebana normalnie... ale coz...ufff... chyba zeszlo ze mnie juz wszystko...:)

 

dzis niedziela a my byczylismy sie od rana w 5... malz sprzatal samochod ja wzielam sie za obiadek i naszla mnie ohcota na szrlotke wiec upieklam tym moim lakomczuchom...:) zjedlismy powole hehe... a po obiedzie spakowalismy i podjechalismy nad rzeke...(moglibysmy isc pieszo bo to 1 km ale mlodzi by nie doszli bo juz by z powrotem marudzili)

alez bylo wesolo.. mlodzi chlapali sie w wodzie piszczeli...mloda zebrala mi muszelki przepiekne a malz nacykal nam fot jak sie chlapalismy.. hehe wesolo... a woda wyciagnela z nich sily bo padli wieczorem odrazu...:)

za tydz robimy powtorke a jutro ruszam z mlodymi na spacerek...a mamy jeszcze w planach odwiedzic zoo i sale zabaw z mlodymi... moze we wrzesniu sie uda bo malz ma dluzszy urlop znowu...:)

 

co do moich wakacji nie odpoczelam ale poszlam z mlodymi do lasu...niestety bali sie wejsc daleko i tylko z brzegu wzielam im kilka szyszek...:) niestety nadal nerwy bo przez te syt z tesciami troche na mlodych sie odbilo.. musze wyluzowac tlyko nie wiem jak i gdzie... :(

pozdrawiam juz z domu...

czwartek, 18 sierpnia 2011
pierwsza powazna podroz autobusem za nami...:)

dzis wyjazd... nie jestem juz taka szczesliwa bo okazalo sie ze siorka mojego malza jest do pt... na szczescie to jeden dzien ale jak to wytrzymam to nie wiem... albo ja ja zabije albo ona pojedzie do swoich tesciow...wrrr... jak ja jej nie lubie...

ida nam 5 i jest masakra bo odrazu po 2 mlodym wychodza a mlodej idzie 4 dolna prawa i gorna jedynka...marudy z tych mlodych sie zrobily ze szok...no i of kors temperatura i zle samopoczucie... jak ja kocham zabkowanie...;/

a wczoraszy dzien byl bardzo atrakcyjny bo mlodzi wstali o 7 zjedlismy sniadanie i co... spakowalam manatki i wzielam mlodych na autobus... alez byly wrazenia... najpierw placz bo bali sie gdy autobus podjezdzal ale potem bylo wielkie łał... sama z trojka mlodych wedrowalam na wizyte do babci... a ona bardzo sie uciekszyla bo sama siedzi... pozniej zadz do mojej siorki by ruszyla dupe na pociag i z cora przyjechala i tak sie spotkalysmy... mlodzi szaleli u babci a ona robila ogoreczki hehehe...:) pozniej moj osobisty przyjechal do mojej mamy po pracy i mial zonka gdy nas zobaczyl... ale milo sie zrobilo.. zjadl obiadek i pojecalismy do domu... a ja zdazylam mlodym przed wyjazdem zakupic jeszcze poncza kompielowe zamiast recznikow a mlodej szlafroczek....:) mlodzi rysowali u babci zjedli obiadek pobawili sie z siostra swoja i ogolem zmeczyli sie troche...moze spytacie sie jak szlam z nimi wszytskim... otoz wspominalam kiedys ze kupilismy plecaki szelki ze smyczkami i ostatnio mlodzi chodza w nich na spacery...

a jeszcze dzis z rana poki pogoda to mlodych pranie robie to jeszcze mi wyschnie...:)

 

zbierm sie by jeszze siebie spakowac na wyjazd... mlodzi jak narazie 2 torby( jedna zabawek i kosmetykow druga ubran) do tego jeszcze posciel ( moi alergicy na proszek wiec musze swoja wozic) no i moje ciuchy ale juz tego mniej...:)

do uslyszenia po powrocie...obym dozyla...

poniedziałek, 15 sierpnia 2011
wakacje?? czy raczej udereka....

podjelam decyzje w tym tyg wyjezdzam z mlodymi do babci i dziadka bo szlau dostane...mlodzi wchodza w bunt dwulatka... co prawda nie wierze w niego bo jest mocno przereklamowany ale taka odmiana dobrze im zrobi a ja przekonam sie czy warto do tesciow jezdzic z nimi samej bez malza... malz w tym tyg pomaga koledze a w pt ma wyjscie z pracy gdzie ja nie ide wiec ja sobie w czwartek wyjade...:) mam zamiar zabrac towarzystwo do lasu na dlugasny sacer...

co do spacerow no to wlasnie ostatnio z osobistym musielismy isc do sklepu i co wzielismy mlodych i poszlismy na 2 km spacer... zapielismy im plecaki z szelkami i poszlismy... o dziwo doszli do domu tylko mlodzi marudzili a mloda dala rade bo mlodych musialam niesc przez chwile bo nozki ich bolaly...ale i tak jak na pierwszy spacer dali rade... bo to ze na placu robia setki km dziennie to inna sprawa gdzie mogli isc i wszystko zwiedzic...:)

 

a u nas mlodzi rozrabiaja a ja czuje sie taka umeczona dlatego tez wyjazd....moze jakos przezyje i nie pogryze sie z tesciami ale o tym napisze jak bylo po powrocie....:)

 

bylismy dzis u znajomych i mlodzi sie wyszaleli zjedli torta urodzinowego kolegi i padli nam w domu...:)

pamietacie pisalam wczesniej o przybledzie kotku... zostal u nas na stale... zpi u nas bawi sie je i domaga pieszczot... jego wlasciciel ma go gdzies bo rzechodzil kolo naszej dzialki i nawet go nie zawolal...;/ szkoda zwierzaka a mlodzi go bardzo kochaja i ja tez...

 

ogolem dni mijaja nam dosc aktywnie bo mlodzi spia do 13 a pozniej wybywamy na dwor...i szalejemy do wieczora z posilkami w miedzy czasie... no i of kors mlodzi pokochali jablka a ze mame 5 jablonek na dzialce to chodza i zjadaja po 3 jablka na dzien bo jak znajda to odrazu do buzi :) pieknie to wyglada gdy rozloza sie pod drzewem i zajadaja jablka mowiac mniam maniam hehe...

na teraz koncze bo padam a jeszcze trzeba dom ogarnac przed wyjazdem i malzowi naszykowac jedzonko...:)

 
1 , 2
O autorze
Lilypie Third Birthday tickers