Wpisy z tagiem: spacerowo

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
spotkanie trzeciego stopnia..:)

w koncu zawitalo slonko... od kilku dni znowu jestesmy na dworzu a dzis juz do rana figlowalismy na dworzu... mlodzi brali lopatki wiaderka i chodzili i z pieskami piasek zbierali....:)

chlopcy usiedli w pewnym momencie pod drzewkiem i wsypali sobie w wiaderko piasek i mieszali lopatkami.... w pewnym momencie mlody wzial i wysypal sobie calosc na siebie.... musialam go rozebrac na dworzu do pampka i wytrzepac bo piasek byl wszedzie..:) a matka miala ubaw z jego miny gdy sprobowal piachu...hehehe drugi mlody wizal i lopatka i do buzki wpakowal :)

wczoraj malz mial wolne i bawil sie z mlodymi... ojj po kolacji bylo wesolo bo wrzucil ich na kanape i zaczal laskotac moja mama siedziala obok i z nich sie smiala... ale padli jak muszki wieczorem hehehe... teraz maja drzemke a pozniej znowu ruszamy na podworko by zdobywac nowe cele... dzis mi mlody wszedl prawie do budy pieska:) ciekawscy sa strasznie i to jest super... tylko najgorsze jest to gdy lece za jednym mlodym a drugi wchodzi po schodach do domu... wtedy najlepiej byloby sie sklonowac... mloda na szczescie siedzi i bawi sie spokojnie...

ona tam z pieskami sie bawi i kotka glaszcze... kocha zwierzaki... dostala od nas pieska ktory spiewa i mozna go prowadzac na smyczy i jest zachwycona...

dzis za to malz ma rowniez wolne ale pojechal do tesciow plac zabaw robic i drzewo do kominka przywiesc... wiec cierpie na brak malza... ale coz musze sie poswiecic by mlodzi mieli sie gdzie bawic... szczegolnie ze roboty przy tym placu jest bo jest dosc spory bo dlugosci ma 9 metrow a szerokowsci 6 m pluc zjezdzalnia i piaskownica...:):) ale juz wtedy nie musze nigdzie jezdzic... ja nie pojechalam bo nie chcialam szczegolnie ze tesciowa dzis ma wolne z pracy... przynajmniej o godz 12 mialam juz pranie zrobione dzieci na dworzu  a obiad juz zrobiony.... to chyba zalety ze przy mlodych od rana cos sie robi...a tak musialabym znosic jej towarzystwo....

ide bo piekne slonce jest i mozna sie kawy na dworzu napic....:) trzeba korzystac poki mlodziez spi bo pozniej obiad i na dwor...:)

środa, 13 kwietnia 2011
pierogi rulezzz

dzis troche kulinarnie...naszlo mnie dzis by mlodym zrobic pierozki... wyszlo nam 27 sztuk takich nie duzych podam przepis bo uwazam ze jest boski szybki i dla dzieci od 10 miesiaca wiec moze komus sie przyda :)

no to tak ciasto:

szklanka maki pszennej

szczypta soli

woda

farsz serowy:

150g twarogu

lyzka cukru

szczypta cynamonu..

gnieciemy ciasto do konsystencji polkeistej kladziemy na blacie walkujemy i za pomoca szklanki wycinamy pierozki

farsz :

gnieciemy serek widelcem- jesli jest on kruchy warto dodac smietany

wsypujemy cukier i cynamon i mieszamy

napelniamy wyciete krazki 3/4 lyzeczki serka i zwijamy...

widelcem robimy wzorek

wrzucamy pierogi do wrzatku lekko osolonego i gotujemy az pierogi wyplyna na powierzchnie... mozna podawac z maselkiem badz jogurtem.... mniam mnia

 

moje stadko zjadlo 20 pierogow na kolacje i popilo mlekiem..:) ppycha wiec polecam...

dzis odwiedzila nas babcia i przywziozla mlodym nowe zabawki a mlodej wozek... alez byla zabawa bo dostali zestaw do sprzatania i chlopaki latali ze szczotkami i zamiatali..:) a mloda z wozekim po domu zasuwala...mojej mamie chyba troche serducho ruszylo ze ostatnio sie poklocilysmy o porod mojej siorki i w koncu przyjechala...

najpierw byla u niej a pozniej u nas... ja rozumiem ze nowa wnusia jest ale moi niemoga zejsc przez to na drugi plan bo gorsi nie sa i nie beda napewno...

w pon malz jedzie znowu plac robic a ja mysle czy zabrac sie z mlodymi i z nim ale jakos nie predko mi tam jechac...

szkoda ze taka pogoda do dupy bo bym mlodych na dwor wyrzucila pomimo kataru jestem za wietrzeniem i wychodzeniem...

mnie boli znowu gardlo.. nie wiem kiedy nas te choroby opuszcza bo jak nie oni to ja zle sie czuje...

musze zakupic mlodym szelki do pilnowania ich na spacerach bo niestety nasz wozek musi pojechac do poznania do serwisu i koszt to 300 zl za linke... ale co trza ja zmienic...gdybym miala teraz sprawny woz to spacery bylyby piskusiem a nie tak jak teraz bez szelek to mlodzi zaraz na morkej zimi by siadali... a ja musze biegac za nimi i ich podnosic a i nie moge isc daleko tylko po dzialce a dla mnie to nie frajda... uwielbiam dlugodystansowe trasy i rozmowy z nimi o samochodach psach i innych rzeczach...:)

koncze by was nie zanudzic dosc dluga notka...:)

piątek, 01 kwietnia 2011
moment zwatpienia....bycia mama

siedze z salatka grecka i mysle...

wczorajszy dzien byl dziwny... polklocilam sie z mezem i to bardzo... ale w koncu wyszedl wrocil i jakos przeszlo i porozmawialismy... pozniej usnelam w salonie iwizal mnie na rece i przeniosl mnie do sypialni bym mogla sie zdrzemac.. niestety moje plany zmienil mlody gdyz przyszedl do mnie i mama i zeby wywalil na wierzch...pozniej mnie zaczal tulic.... wiecie mam czasami takie chwile ze mam dosc... i to nie to ze narzekam tylko uwierzcie mi bywa ciezko szczegolnie gdy jest choroba.... mloda ma jeszcze pokaslywania i cierpi na brak apetytu...mnie to bardzo martwi gdyz ona jest takim naszym oczkiem... od zawsze jest najmniejsza i zawsze sie o nia martwimy... wiec czasami mam chwile slabosci gdy ona odmawia ulubionej zupy czy dania... wczoraj kupilismy jej sloiki i zobaczymy... moze zacznie jesc jak sloik dostanie... juz tak kiedys bylo ze jadla sloiki a chlopaki moje i po kilku dniach jadla juz z chlopakami... dzis chociaz zjadla duzy serek wiec zobacze jak to z obiadem bedzie...

z moim mezem jest roznie wpadl w taki wyscig szczurow bo u nas w firmie byla masa zwolnien ostatnio i sie martwil czy on bedzie pracowal... niestety zapomnial o rodzinie w tym pedzie... wczoraj uswiadomilam go o tym i chyba doszlo do niego ze zatraca sie...oby zrozumial co robi i zeby za pozno nie bylo...

wczoraj mlodzi znowu szleli na dworzu tlyko w bluzach i spodniach hehe 20 stopni bylo... az mnie zdziwilo gdy chlopaki wciagneli cala miseczke zupki upomnieli sie druga bo mloda of kors zjadla odrobine i koniec...pozniej lezeli na kolderce i saczyli piciu a na dokladke chrupki... psy mialy radosc bo warowaly przy oldrze a oni zucali chrupkami w nich:) dzis niestety juz pochmurno wiec znowu kurtki i czapki..:(

po poludniu zawiozl mnie na wizyte do mojego gina.. heheh pan doktor oczywiscie spoznil sie godz ale ja w tym czasie poplotkowalam sobie z koleznka z pacy ktora dopiero urodzila :) i zadz do mnie...jak juz sie lekarz zjawil to szybko i na temat wizyta... zrobil badania wypisal skierowania na inne badania i koniec...teraz po swietach mam badania i zobaczymy...

pozniej pojechalismu na zakupy tylko we dwoje i tak milo bylo gdy maz mnie za reke wzial jak kiedys... wpadlismy na dzial dzieciecy po roznosci zywieniowe a moj malz zajrzal i na zabawki i tym sposobem mam w domu dwa mega duze samochody do piaskownicy i pieska na smyczy dla mlodej hehehe.... ale fajne ze o nich tak dba... no i hustawki zakupilsmy na nasz plac zabaw... nastepnie w drodze powrotnej wykorzystalismy to ze babcia z mlodymi w domu pojechalismy cos zjesc... milo nam sie rozmawialo o czyms innym niz praca i nasza firma czy nasze dzieci....:):) wrocilismy do domu a mlodzi w drzwiach nas juz przywitali of kors z chrupami od babci...zachwyceni nowymi zabawkami szleli po calym domu...:) oczywiscie wymiana zabawke doszla ale i tak wiedza co jest czuje bo tak tatus dobral ze kazdy wiedzial czuje autko kogo..:) jeszcze musze im ksiazeczki zakupic edukacyjne bo chetni sa do czytania...:) juz ma wypatrzone tylko trza je zamowic...

dzis robimy lassagne z beszamelkime.... mazl kocha moja lassagne wiec w ramach zgody mu ja upichce...:)

co do naszego pojazdu.. pisalam do serwisu niestety musze do nich zadz czy wysylaja czesci.... bo jak nie to lipa bo od nas serwis jest 400 km.... i to w sumie jedyny w Poslce naszego wozu.... nastepny jest we..... WŁOSZECH..:)

 

ahh... wczoraj dostalam eska ze na swiat przyszli trzej chlopcy naszego kolegi.... duze chlopaki....gratuluje Piotrku i Aniu....

 
1 , 2 , 3
O autorze
Lilypie Third Birthday tickers