Wpisy z tagiem: alpinistyka
niedziela, 06 listopada 2011
jest dobrze a nawet lepiej...
nie wiem dlaczego ale juz drugi wpis mi zjada i nie pojawia sie.... chorobsko w sensie u mlodych katar poszedl szybko w niepamiec gorzej z matka bo do dzis sie meczy... glowny winowajca ZATOKI i ich okropny bol...teraz juz zostal katar i lekka chrypa a mlode pelne energi nie daja polezec matce.. na groby w niedziele pojechalismy zapalilismy znicze pomodlilismy sie a mlode co robily biegaly.. nie dalo sie postac chwile bo dla nich to byla zabawa pomimo tlumaczen z naszej strony... ale szybko sie uwinelismy i siup do domu omijajac dom tesciow..:) tescie of kors nie wiedza ze bylismy ale matka dzwonila wczesniej i pytala o nas bo jak powiedziala ze ta cala sytuacja jest juz chora...i ze tesknia za nami hahah... dobre.. ale przeprosic nie zmaierzaja bo mysla ze ja mlodsza to powinnam ustapic.. a gucio prawda.. jestem wyjatkowo osoba wyrafinowana i pamietliwa.. niestety przez ten katar i moja chorobe nocnikowanie poszlo sie jeeeb...:) i mlode szybko utracily juz piekne nawyki wolania na nocnik.. ale teraz ostro biore sie pracy na nowo bo widze iwiem ze sa juz gotowi... choroba moja przyniosla tez okropne skutki bo tv gralo im przez chwile by matka miala chwile spokoju ale nie koniecznie ciszy..:D na nowo musze wyruszyc w teren z plastyno kulinarnymi robotkami.. niestety w chwili obecnej nie mam sily i zbytnio czasu by pisac co u nas sie na biezaco dzieje bo moj malzon osobisty zapisal mnie na egzamin na prawko i za miesiac musze byc obrobiona z testami na nowo i z jazda...powiedzial ze mam skonczyc to co zaczelam przed ciaza...:) wiec moje wolne chwile aktualnie spedzam na robieniu testow a w przerwach czytaniu waszych blogow...:) mysle ze do stycznia sie uwine jakos o ile nie dam plamy.. ale tym razem jestem jakos pozytywniej nastawiona do tego niz wczesniej... bo moze dlatego ze jazdy mam z instruktorem mojego malza i ze zdaje w innym miescie.. czas pokaze... moj malzon wygral iPoda.. za 4 dni powinien juz byc i jest dla mnie... moge go sprzedac moge uzywac a za miesiac dostane swoja nokie ktora wychaczylam...:) i jeszcze prezent na gwiazdke... co do mlodych na gwiazdke nie mam kompletnie pomyslu... ubrania ostatnio im pokupowalismy tak ze szafa peka wszystko piekne dostali na urodziny ciuszki moja siorka chce im dac bony upominkowe do smyka wiec napewno jakies ciuszki im kupie znowu zabawki dostali od nas takze moze cos doradzicie dla 2 latka?? wersja meska i zenska of kors..:) odrazu podpowiem ze ciastolina i klocki odpadaja bo to dostana na bank z pracy od nas jak co roku...:) czekam na inspiracje.. a teraz zmykam testy robic w ciszy i spokoju bo w dzien to robie a mlode sie po mnie wspinaja... oni wogole sa fenomenalni a jeden wyglada jak dziecko wojny bo na buzi mega siniak nie wiem skad glowa zdarta od zderzenia z taczka czolo podrapane a on ze chichotem robi fikolki bo sie nauczyl i koniecznie to prezentowac chce ale na krawedzi kanapy niestety... a mloda pwadla w fajny etap bo lala i tylko lala sie liczy ma caly zestaw wozek nosidlo nocnik kremy mydla lyzki butelki pampersyi takie tam... tylko brakuje jej lozeczka ale tatus jej obiecal ze sam zrobi tak jak ostatnio zrobil przesliczny karmnik dla naszych sikorek...:)
wtorek, 07 czerwca 2011
rece opadaja...
pada pada deszczyk...:) wczoraj mlodzi po deszczu biegali... dzis nie padalo... dzis doznalam cholernego szoku i serducho stanelo mi w miejscu...a mianowicie wypuscilam na chwile naszego duzego psa... co dzien tak robie i mlodzi go kochaja bo przytulaja i ciesza sie gdy ten lape wyciaga by dac czesc... no i dzis tak zrobilam bo byla moja mama u mnie...no i mlodzi biegali smiali sie i wesolo bylo... do czasu.. zawolalam psa by wszedl do kojca i otworzylam bramke a mlody do niej lecial i pies... niestety pies mial wieksza sile uderzeniowa i mlody owinal sie wokol wlasnej osi i pierdyknal na ziemie... glowa zdarta a ja lzy... dawaj na rece i po lod do domu... wiecej go nie wypuszcze... pies niewinny bo sluchal pani by wejsc do budy ale mlody za bardzo ciekawski byl... pozniej juz po przytulaniu i obserwacji polecial i co wlazl na sterte cegiel... wszedzie go pelno... a rano malz przez przypadek zapomnial zamknac sypialnie i mlody wpadl miedzy lozko a sciane... i to najlepsze te wszystkie perypetie zdarzaja sie tlyko jednemu mlodocianemu..:) nie mam sily do niego...a reszta za nim... ostatnio bylam w kuchni a w pokoju cisza zapdal wchodze a tu wszyscy skacza po kanapie i sie ciesza...ehhh... dzis w koncu podcielam wlosy i znowu mam krotkie ale takie by zwiazac je jeszcze w kite..:) wczoraj mialam takie fenomenalny dzien... mlodzi grzeczni ja tworzylam w kuchni... ugotowalam im zielone szparagi zrobilam chelebk bananowy i zrobilam salatke owocowa...pokroilam im pomarancze arbuza jablko truskawki i nektarynki w kostke i w miseczki im dalam... ale sie zajadali...ja tez... dzis za to sosik z mieskiem i warzywami...no i kluchy ktore moje szkarby kochaja...:) wczoraj malz przywiozl kuchnie i dzis rano jak wstali byl szok ale wielka radosc i zaczelo sie wspolne karmienie i gotowanie..:) w niedziele mamy chrzciny wiec mega wypad sie szykuje... nie moge sie doczekac ale tez wiem ze to bedzie meka bo to wszytsko w godzinach drzemki mlodych sie ma odbywac... a jak ci sie nie wyspia to prze............dzien bedzie...i pewnie szybko sie zmyjemy z imprezy...:(
sobota, 12 marca 2011
wierny przyjaciel
zakwasy minely bardzo szybko a my oczywiscie nie zrezygnowalismy ze spacerow... moje dzieci same biora buty czapki i sie ubieraja wiec nie mam serca mowic im ze nie idziemy...:) a dzis przesiedlismy sie w wiosenne kutrteczki bo w zimowych ciezko chodzic... poszlismy dzis na specr albo raczej na wywiad bo wczoraj zaginal mi pies... myslismy z malzem zes kurwa mac najpierw kot teraz pies... wiec poszlam szukac obydwoch... przeszlam cala okolice i nic... ide obok sasiadow i wolam caly czas na zmiane jednego i drugiego i co nagle widze bialo-czarny leb i slysze "miau" patrze moj kocur siedzi w rurze caly ubrudzony i mialczy... dawaj dzieci zostawilam na drugiej stronie w wozku i lece po niego... i tak pchalam wozek i nioslam kota i walczylam by mnie za mocno nie podrapal... zamknelam go w domu i teraz siedzi... psa niestety brak i z tego powodu jest mi bardzo smutno... mielismy go jeszcze przed dziecmi bo od 3 lat jest z nami... jest barzdo ostrym psem w ciazy bardzo bronil lezal przy brzuchu a jak mlodzi przyszli na swiat to bardzo sie z nimi zzyl... ogolem widac ze nie byl o nich zazdrosny tylko kochal je i byl bardzo cierpliwy bo lezal a mlodzi go "glaskali" mam nawet zdjecia jak mlodzi spali kiedys na naszym lozku( piekne czasy gdy nie byli mobilni:) ) a on z nimi w nogach... piekna chwila...a teraz go juz nie ma... moj malz twierdzi ze sa dwie opcje albo samochod przejechal( tlyko ja w calej okolicy nie znalazlam jego zwlok) albo go ktos zabral... mimo iz byl to kundel to bardzo madry i piekny...:( mam jeszcze nadzieje ze moze wroci)... oby bo odkad pamietam wszezie z nami jezdzil : do znjaomych do tesciow rodzicow wszedzie... ma nawet fotke jak bawi sie z krolikiem taki kochany byl ze u mnie w domu z chomikiem sie ganial i go nie pogryzl... taki przyjazny byl bardzo....nikogo nie skrzywdzil... chyba ze ktos nas probowal skrzywdzic...
mlodzi sa teraz bardzo aktywni i wymagaja duuzej uwagi... chwula nieuwagi i moga sobie guza nabic... szczegolnie jedno mlode trenuje solidnie alpinistyke...:) bo ja sie odwracam i on siup stoi na lezaku... od jutra malz siedzi w domu przez caly tydz wiec sobie odpoczne a on nimi sie zajmie...:) a jutro odwiedza nas moja koezanka z synkiem wiec bede miala z kim na spacerek isc... bedzie milutko...w tyg moze pojedziemy na sale zabaw ktora matka wyhaczyla i cenowo jest ok... moze uda mi sie kolezanke wyciagnac...mlodzi sie przynajmniej wyszaleja a my sobie posiedzimy...:) lub moze o zoo zachaczymy jakos w tyg... zobaczy sie co i jak... w swojej miejscowosci robie normalnie za atrakcje turystyczna... niestety ludzie zachwuja sie jakby UFO widzieli...a czy ja jestem gorsza z jakiegos powodu?? ze co ze mam tyle dzieci... nie moja wina...nie tak sobie zycie planowalam... mialo byc jedno a wyszlo tak...ale nie zamienilabym ich za nic w swiecie na jedno dziecko...:) tym optymizstycznym akcentem pozdrawiam wieczorowo...:) |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|